małe paranoje.


to co męczy, wkurza, cieszy.
Poprzednie
Umierać w sobie można określony czas. W tym czasie cały proces zachodzi w środku, a po Tobie nie widać żadnej różnicy. Gniją organy, nie gniją ręce. Gnije serce, ale nie to jest najważniejsze. Najważniejsze jest to, że nie potrzebujesz poczucia kontroli nad tym. To dzieje się w środku, Ty dalej jesteś forever young i łapiesz profity z udanego życia.
Przychodzi jednak czas, gdy proces zapalny w środku zajmie sto procent organów wewnętrznych, zgnije Ci wszystko i będzie musiało się wydostać na zewnątrz, zapragnie tlenu i słońca, nowej powierzchni, która stanie się pożywką i zagłuszy ból. Doubel wear w idealnym odcieniu na zakryje zaognionych zmian obumierania komórek, ulubiony zapach Muglera nie zatuszuje odoru gnicia. Co rano staranie wyprasowana sukienka, nie odwróci wzroku od tego, że stajesz się zombie o całkiem fajnym tyłku. Ale wiesz, nie zauważy tego nikt. Bo wychodzi to na wierzch tylko wtedy, gdy wracasz do swojego mieszkania samemu, ciuchy rzucasz w kąt, siadasz na łóżku, zawieszasz wzrok na szklanym stole, który kupiłaś nie wiesz po co, bo i tak nie macie czasu przy nim jeść, ale mogłaś. Wtedy gdy trwasz w tym zawieszeniu, do gardła napływa Ci właśnie to uczucie. Uczucie które zawodowo gasisz jim beamem z lodem lub zwyczajną owocową wódeczką bo w dupie się przewróciło i czysta razi i tak już zraniony organizm. Do zawodowego rytuału gaszenia uczucia od którego uciekasz, pewien czas temu dochodził papieros i czułaś, się błogo, że znowu wygrałaś, ale przecież rzuciłaś, bo czujesz się teraz tak czysto i porządnie, że fajeczki burzyły Twój obraz szczęśliwych ludzi. Wygrywasz więc co wieczór bez nich, a przynajmniej tak się wydaje. Bo gdy zakryjesz się kołdrą, po policzku lecą Ci łzy, które i tak powiesz, że są od chronicznego zapalenia spojówek. Uciekanie od poczucia nicości level expert. Rano znowu wstaniesz, wyprasujesz sukienkę, wypijesz kawę i wklepiesz doubel weara, psikniesz muglera i wyjdziesz, żyć tym życiem, które przecież jest okej! Innym wieczorem zjemy kolacje, spojrzymy na siebie, rzucimy ciuchy w kąt, upadniemy na łóżko i nie będziemy myśleć. Rano jak zawsze staniemy bez tych ubrań przed lustrem i na żadnym z Nas nie będzie skazy gnicia i umierania w środku. Nawet teraz przecież, za laptopa się uśmiecham bo przecież jest ciepło, przecież zjemy obiad. Tylko potem znów zostajesz sam na sam z myślami i wiesz, że życie nie jest kolorowe. Nie tylko Wasze. Każdego kogo spotykacie razem czy osobno. Każdy w środku ma powód by umierać.

Starych blogów nie usuwa się po to by móc w chwilach kryzysu zedrzeć strupy i pozwolić wydrapać się do krwi przed publicznością, która nie będzie klaskać bo tak trzeba.

title: każdy w sobie umiera. | date: 02 sierpnia 2016, 14:19 | category: Bez kategorii | Komentuj (1)

Następne

Autor zdjęć i modyfikacji: kurwica, szablon wykonał: Htsz, pobrano z Szablony.blogowicz.info
Wszystkie prawa zastrzeżone. Wykorzystywanie zdjęć bez zgody autora bloga zabronione.
Wspierane przez: Blog & instrukcje na bloga.